TATUŚDwudziesty czwarty lutego to rocznica śmierci mojego ojca. W tym roku już sześćdziesiąta dziewiąta. Tamten dzień pamiętam jako pogodny, słoneczny, prawie wiosenny. W bruzdach leżał śnieg a na polach widać było soczystą zieleń oziminy. Był czas okupacji. 1941 rok. Ojciec zmarł w Sosnowcu, gdzie przebywał od trzech miesięcy na leczeniu. Wiadomość o tym , że stan ojca pogorszył się dotarła do nas 24 lutego. Natychmiast, w pośpiechu wyruszyliśmy w drogę. Mamusia, moja starsza siostra i ja. W czasie wojny wyjazd z miejsca zamieszkania wymagał określonego zezwolenia. W tym wypadku należało mieć przepustkę. My jednak, zatroskane tragiczną wiadomością wyruszyliśmy bez stosownych dokumentów. Mroczyło się już gdy wsiadałyśmy do pociągu w Wadowicach. Miałyśmy do pokonania tylko 75 km, ale podróż nasza trwała całą noc. Jeszcze przed świtem pociąg dojechał do stacji Sosnowiec. Przez wagony przeszła szeptem podawana wiadomość o tym, że na dworcu są esesmani. Na peronach było dosłownie czarno od mundurów. Żołnierze mieli oczywiście opaski ze swastyką i trupie czaszki co budziło dodatkowy lek. Wielu z nich trzymało na smyczy psy, owczarki alzackie. Byłam przerażona. Jakiś pan, podobnie jak my bez dokumentów powiedział, ze trzeba koniecznie przedostać się na tyły pociągu i uciekać szybko przez tory, jak najdalej od dworca. Biegłyśmy przez torowiska prawie nic nie widząc przed sobą, gdyż obowiązujące zaciemnienie pogrążało miasto w zupełnym mroku. Tym sposobem, po pewnym czasie znalazłyśmy się na peryferiach miasta. Następnie , nie bez problemów dotarłyśmy na Blumensrasse, dziś ulica Mariacka. Niestety nie zastałyśmy już tatusia przy życiu. Leżał na kanapie, tułów przykryty był gorzeńskim kilimkiem, na kilimku dłonie. Nawet po śmierci wyglądał pięknie. Uklękłam i ucałowałam jego rękę. Serce rozdzielał mi najgłębszy ból. Wydawało mi się , że runął cały świat. Miałam dopiero 20 lat i najmniejszego wyobrażenia o tym co wypadnie mi jeszcze przeżyć. Pogrzeb, chociaż był to czas okupacji zgromadził niebywale tłumy. Trumna z Tatusiem cały czas była niesiona mimo że kondukt miał do pokonania parę kilometrów. Na cmentarzu czekał już przygotowany wcześniej obmurowany grób. Tatuś pochowany został w podwójnej dębowej i metalowej trumnie z myślą o późniejszym przewiezieniu. Plany te jednak nie zostały zrealizowane. Emil Zegadłowicz do dziś spoczywa na cmentarzu małobądzkim z dala od swego ukochanego Gorzenia. Gorzeń Górny, 24 lutego 2010 roku
|
MUZEUM EMILA ZEGADŁOWICZA FUNDACJA CZARTAK Gorzeń Górny 2 34-100 Wadowice tel. 33 8232797biuro@muzeumezegadlowicza.pl


